tvnpix tvnpix
śledź nas na:
  • Google Plus
  • Instagram
  • RSS

Siedem goli w półfinale. Liverpool zranił Romę, ta i tak się podniosła

Co to był za mecz! Piłkarze Liverpoolu mieli Romę na deskach, prowadzili 5:0 po popisie kosmicznego w tym sezonie Mohameda Salaha. Tymczasem goście odpowiedzieli. Skończyło się wynikiem 5:2. To oznacza, że w rewanżu będą emocje.

W środę danie główne, zdaniem wielu przedwczesny finał Ligi Mistrzów. W Monachium Bayern spróbuje przechytrzyć Real, ale najpierw podano przystawkę.

Po meczu dwóch rewelacji, których obecności mało kto spodziewał się w półfinale, oczekiwano szybkiej i ofensywnej gry. Piłkarze Liverpoolu i Romy pokładanych nadziei nie zawiedli. Rollercoaster śmigał przez stadion Anfield Road, aż nie chciało się z niego schodzić. Zaczęło się od siedmiu minut i siedmiu groźnych akcji pod jedną i drugą bramką!

Pierwsze 20 minut z optyczną przewagą Romy, która straszyła Kevinem Strootmanem i Edinem Dżeko. Gdzieś po drodze była też bomba w poprzeczkę Aleksandara Kolarova. Ale później to goście wpadli w potrzask. Jakby żywotność ich baterii szybko się wyczerpała.

W końcu przebudziło się kosmiczne trio The Reds. Wpierw we znaki rzymianom dał się Sadio Mane. Miał okazję za okazją, ale też poważny problem z celownikiem. Z bliska strzelał gdzieś w kierunku górnych rzędów trybun. Wreszcie trafił, ale sędzia gola nie uznał, bo dostrzegł pozycję spaloną.

Dwa gole, dwie asysty

Później koncert rozpoczęli Roberto Firmino i Mohamed Salah. Brazylijczyk wyłożył koledze dwie takie piłki, że zabójczo skuteczny w tym sezonie Król Egiptu (do wtorku 41 goli w 46 występach we wszystkich rozgrywkach!) podkręcał swój bramkowy licznik.

Salah najpierw strzelił w okno włoskiej bramki, później - na sam koniec pierwszej połowy - zwieńczył kontratak z zimną krwią. W obu sytuacjach się nie cieszył, tylko kierował dłonie ku niebu. To z szacunku dla Romy, klubu, z którego trafił do Liverpoolu za 35 mln funtów.

Rzymianie byli poważnie ranni, ale ich sytuacja nie była beznadziejna. Do życia potrzebowali choć gola, bo wiadomo, ile jest warta bramka strzelona na wyjeździe.

Tyle że ta maszyna z Italii nie funkcjonowała jak należy, a jeśli już ktoś we wtorek strzelał, to długo byli to wyłącznie liverpoolczycy. Znów w roli głównej wystąpił Salah, który wparował w pole karne i w odpowiednim momencie, myląc przy tym obrońców, podał do Mane. To była asysta numer jeden Egipcjanina, nie ostatnia. Parę minut później genialnie wyłożył pikę Firmino. Roma była na deskach, przyduszona, bez nadziei na ratunek, ale to nie był koniec.

Stłamszeni obrońcy gości, jacyś już bez życia, popełniali błąd za błędem. Znów trafił Firmino, po dośrodkowaniu z rzutu rożnego. Było 5:0. Nokaut? Nic z tych rzeczy, bo Roma w końcu się podniosła. Trafił Dżeko, później był karny i gol Diego Perottiego, a to wszystko w kilka minut.

5:2 i w rewanżu będzie gorąco, bo ludzie Eusebio Di Francesco potrafią odrabiać trzybramkowe straty. Wie coś o tym Barcelona.

Mecz w Rzymie 2 maja.

PÓŁFINAŁY LIGI MISTRZÓW:
wtorek, 24 kwietnia
Liverpool - AS Roma 5:2 (36' i 45' Salah, 56' Mane, 62' i 69' Firmino - 81' Dżeko, 86' Perotti - karny)

środa, 25 kwietnia
Bayern Monachium - Real Madryt

Sonda

zamknij

Kto wygra Ligę Mistrzów?

Kto wygra Ligę Mistrzów?

Wyniki głosowania

49%
Liverpool
49%
51%
Real Madryt
51%

Oddanych głosów: 19748

Podziel się:

Bądź na bieżąco:
  • Skopiowano do schowka