tvnpix tvnpix
śledź nas na:
  • Google Plus
  • Instagram
  • RSS

Karny zdopingował Legię. Miedź zdemolowana

Legia wygrała drugi mecz z rzędu. W Legnicy, pomimo początkowych problemów, zdemolowała Miedź 4:1.

Miedź to beniaminek, ale przed mistrzem Polski, jak zapewniał trener, nie zamierzała klękać.

- W piłce budżety nie grają. Musimy być przekonani, że stworzymy dobre widowisko. Nie chcemy tylko się przeciwstawić, ale grać o zwycięstwo - odgrażał się Dominik Nowak.

Nie rzucał słów na wiatr. W pierwszej połowie jego zespół był równorzędnym rywalem dla faworytów, kto wie, może nawet lepszym.

Już chwilę po rozpoczęciu Legię i jej bramkarza Radosława Cierzniaka postraszył Petteri Forsell. Fin i Estończyk Henrik Ojamaa, swego czasu nieskutecznie próbujący szczęścia w Warszawie, byli najmocniejszymi punktami gospodarzy. Nie było akcji Miedzi, w której Forsell by nie brał udziału. Ojamaa zaś raz po raz szalał na skrzydle.

Ten pierwszy w końcu miał to, co chciał. Po 15 minutach cieszył się z gola, ale za wcześnie. Sędzia słusznie go nie uznał. Fin był na spalonym.

Dla Legii to było kolejne ostrzeżenie. Do tego czasu stworzyła zagrożenie tak naprawdę tylko raz, gdy Carlitos strzelił z rzutu wolnego. Bramkarz Anton Kanibołocki mocno się nagimnastykował, żeby odbić piłkę.

Ostrzeżenie poskutkowało. Mistrzowie wzięli się do pracy, a efekt przyszedł w postaci gola Cafu, który dopadł do podania Carlitosa. Legii to pasowało, ale po objęciu prowadzenia nie poszła za ciosem, tylko spuściła z tonu. Cofnęła się za głęboko, dała grać i wymieniać piłkę rywalom. To się zemściło. Za dużo miejsca zostawiono Forsellowi, który strzelił nie do obrony sprzed pola karnego. Spóźnił się ze wślizgiem Sebastian Szymański, a Cierzniak był zasłonięty.

Od tego momentu to Miedź przejęła inicjatywę, była coraz groźniejsza. Powinna prowadzić, ale Marquitos z pięciu metrów strzelił nad poprzeczką. Gospodarze mieli prawo żałować, że pierwsza połowa kończy się tak szybko.

Przełom po karnym

Gdy wydawało się, że drugi gol dla beniaminka to kwestia czasu, Legii z pomocą "przyszedł" Rafał Augustyniak. Obrońca Miedzi zagrał piłkę ręką w swoim polu karnym, a sędzia po obejrzeniu powtórki wideo przyznał gościom rzut karny. Na gola zamienił go Michał Kucharczyk i mistrzowie kraju zaczęli grać na większym luzie. Gospodarzom jakby podcięto skrzydła.

Tymczasem legionistom było mało. Coraz częściej meldowali się pod bramką Kanibołockiego, aż dopięli swego. Znów w bramkowej akcji udział wziął Cafu. To on podał do Dominika Nagy'a, a Węgier piętą oddał piłkę Carlitosowi. Hiszpan, król strzelców poprzedniego sezonu, wiedział, co z nią zrobić. Było 3:1.

Swoje nazwisko na listę strzelców kolejny raz wpisał Cafu, bezsprzecznie najlepszy piłkarz meczu. Portugalczyk w samej końcówce postawił kropkę nad i. Huknął zza pola karnego, nie popisał się bramkarz. 4:1 i nokaut.

Legia zdaje się wygrzebywać z kryzysu. W ligowej tabeli jest już trzecia i ma punkt straty do liderującej Lechii.

Miedź Legnica – Legia Warszawa 1:4
Bramki:
Forsell (41.) - Cafu (23. i 89.), Kucharczyk (56. - karny), Carlitos (79.)

Miedź Legnica:
Anton Kanibołocki - Paweł Zieliński, Tomislav Bozic, Kornel Osyra, Artur Pikk - Henrik Ojamaa (82. Mateusz Szczepaniak), Rafał Augustyniak (77. Wojciech Łobodziński), Borja Fernandez, Marquitos, Fabian Piasecki (71. Mateusz Piątkowski) – Petteri Forsell
Legia Warszawa: Radosław Cierzniak - Paweł Stolarski, Mateusz Wieteska, Artur Jędrzejczyk, Adam Hlousek - Michał Kucharczyk (77. Andre Martins), Domagoj Antolic, Cafu, Sebastian Szymański (88. Cristian Pasquato), Dominik Nagy – Carlitos (85. Jose Kante).

Podziel się:

Bądź na bieżąco:
  • Skopiowano do schowka

Komentarze (0)

Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
Zaloguj się, aby dodać komentarz
Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
  • Udostępnij komentarz w:
  • ikona twitter
  • ikona facebook
  • ikona google plus
publikuj
Właśnie pojawiły sie nowe () komentarze - pokaż
Zasady forum
Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN24 nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.