tvnpix tvnpix
śledź nas na:
  • Google Plus
  • Instagram
  • RSS

Lićwinko przegrywa 0:50. "Czekam na dwa metry z kawałkiem"

Lićwinko przegrywa 0:50. "Czekam na dwa metry z kawałkiem"
Foto: Tytus Żmijewski / PAP | Video: tvn24 Kamila Lićwinko chce skakać ponad 2 m

Był czas, pod koniec roku 2011, a może na początku 2012, kiedy Kamila - wtedy jeszcze Stepaniuk - chciała rzucić w diabły to całe skakanie. Pracowała nawet jako konsultantka w drogerii. Zmieniło się wszystko, kiedy pojawił się Michał Lićwinko. - Po igrzyskach w Rio utwierdziłam się w przekonaniu, że to odpowiedni człowiek w moim życiu - i jako trener, i jako mąż - mówi 31-letnia skoczkini wzwyż. W sobotni wieczór czeka ją w Londynie walka o medal mistrzostw świata.

Michał to były kulomiot. Gdy zostawał jej trenerem, ryzykowali dużo, bo debiutował w tym zawodzie.

Nie żałują. W hali Kamila - już Lićwinko - poprawiła absolutny rekord Polski, frunąc w sezonie 2015 nad wysokością 2,02 m.

I zadomowiła się w światowej czołówce.

Rafał Kazimierczak, sport.tvn24.pl: Ile razy atakowałaś 2 metry na stadionie?

Kamila Lićwinko: Liczyliśmy te skoki z Michałem, chyba od 2013 roku. Wyszło ponad 30. Aż straciliśmy rachubę. Niestety, na razie jest 0:30 (tych nieudanych prób na otwartym stadionie, na wysokości co najmniej dwóch metrów, faktycznie było dokładnie 50 - red.). Jakoś się nie udaje.

A znasz odpowiedz, dlaczego? Chodzi o blokadę psychiczną?

Wydaje mi się, że nie. Wiadomo, że popełniam błędy. Wszystko rozgrywa się na dole, na rozbiegu, za bardzo chcę to przeskoczyć. A jak już dobrze pobiegnę, to drobny błąd przytrafia się tam na górze. Czekam na taki konkurs, w który wszystko się zgra. I od razu powiem, że 2 m mnie nie interesują, chcę więcej. Jestem bardzo dobrze przygotowana, czuję to. Muszę cierpliwie poczekać.

 

Od razu powiem, że dwa metry mnie nie interesują. Chcę więcej. Jestem bardzo dobrze przygotowana, czuję to. Muszę cierpliwie poczekać.

Kamila Lićwinko

Dobrym miejscem na taki wyskok jest Londyn i mistrzostwa świata.

Prawda, to byłoby idealne miejsce na 2 m z kawałkiem. Skoczyć tam rekord życiowy i zdobyć medal - to scenariusz idealny.

Rosjanka Maria Kuczina dominuje w waszej specjalności, to ona będzie twoją największą rywalką. Można ją pokonać?

Jest w rewelacyjnej formie, ale skoro chcę skoczyć ponad 2 m - a upieram się, że to realne - to dam radę  pokonać i Kuczinę. Powiem tak - jeżeli w Londynie będą 2 m z kawałkiem, a przegram z Kucziną czy inną dziewczyną, i tak będę szczęśliwa. Pogratuluję zwyciężczyni, że była lepsza.

Źródło: facebook.com Kamila i Michał w pracy


Trenujesz z Michałem, swoim mężem. Sprawdza się taki układ, czy bywa mieszanką wybuchową?

Bardzo się sprawdza, przecież od pięciu lat jeżdżę na najważniejsze imprezy, poprawiłam rekord życiowy i rekord Polski. Mnie ten układ pasuje, Michałowi też. A to, że spędzamy ze sobą tak dużo czasu, jakoś nie wpływa na nasze relacje domowe.

A gdyby Michał nie pojawił się w twoim życiu, byłabyś jeszcze w sporcie?

Nie, na pewno nie. Długo skakałam i nic z tego skakania nie było. Kiedy zaczynałam trenować z Michałem szczerze sobie powiedzieliśmy, że jeżeli nic z tego nie wyjdzie, to skończę karierę, bo taka szarpanina nie miałaby sensu. A wyszło. I kariera trwa. Na igrzyska poleciałam, a bez Michała olimpijką bym nie została.

Oglądaj
Kamila Lićwinko o walce z wysokością 2 m
Wideo: tvn24 Kamila Lićwinko o walce z wysokością 2 m


Widzisz siebie na igrzyskach w Tokio, w 2020 roku?

Nie wybiegam do przodu tak daleko. Rio nauczyło mnie, że nie ma co snuć takich planów. Na to Rio bardzo, ale to bardzo się nastawiałam. I skończyło się klapą.

1,93 m, dziewiąte miejsce. Zawaliłaś te zawody.

Zawaliłam, co zrobić. Wyciągnęliśmy z tej porażki wnioski.

Teraz mogę powiedzieć, dopiero teraz, że wreszcie zapomniałam o tym konkursie. A rozpamiętywałam go długo, być może za długo i za mocno. Żadnej porażki tak nie przeżyłam. Na szczęście niedawno wrócił spokój i może być tylko lepiej.

Źródło: facebook.com Mąż i żona, nie samą pracą człowiek żyje


W tych trudnych chwilach pomaga to, że obok jest ktoś tak bliski?

Oj, bardzo pomaga. Ja byłam załamana, ale Michał też, przecież to była i jego porażka. Na dodatek podwójna. Widziałam, jak dużo go to kosztowało, a i tak cały czas mogłam na niego liczyć. Nie było żadnego wypominania, żadnych pretensji. Utwierdziłam się w przekonaniu, że to odpowiedni człowiek w moim życiu - i jako trener, i jako mąż. Pokazał, że choćby się waliło i paliło, będziemy razem.

A jak to się stało, że do tego wąskiego, rodzinnego grona, dopuściliście Sylwka Bednarka? I teraz pan trener musi dzielić swój czas.

Nie musi, bo ćwiczymy razem, tylko zajęcia techniczne robimy osobno. Z Sylwkiem jest raźniej, mobilizujemy siebie i na treningach, i na zawodach. Nie miałam nic przeciwko - nic a nic - żeby do nas dołączył. A teraz bardzo się cieszę, że znowu wysoko skacze.

Podziel się:

Bądź na bieżąco:
  • Skopiowano do schowka

Komentarze (0)

Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
Zaloguj się, aby dodać komentarz
Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
  • Udostępnij komentarz w:
  • ikona twitter
  • ikona facebook
  • ikona google plus
publikuj
Właśnie pojawiły sie nowe () komentarze - pokaż
Zasady forum
Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN24 nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.