tvnpix tvnpix
śledź nas na:
  • Google Plus
  • Instagram
  • RSS

Sevilla Ligę Mistrzów zawdzięcza Anglikom, czyli jak UEFA uczyła się na własnych błędach

Sevilla Ligę Mistrzów zawdzięcza Anglikom, czyli jak UEFA uczyła się na własnych błędach
Foto: EPA | Video: PAP/EPA Sevilla wreszcie ma upragnioną Ligę Mistrzów

Wygrana w środowym finale Ligi Europy zapewniła Sevilli nie tylko czwarte w ciągu dziewięciu lat trofeum, ale też udział w przyszłorocznej Lidze Mistrzów. Sytuacja, w której prawo gry w najważniejszych europejskich rozgrywkach klubowych oraz ich eliminacjach otrzymało w sumie aż pięć klubów z jednego kraju, już się kiedyś zdarzyła. I wywołała w następnych latach spore zamieszanie.

Gdyby Sevilli nie udało się pokonać w środę w Warszawie Dnipro Dniepropietrowsk, w przyszłym sezonie po raz kolejny grałaby w Lidze Europy. Andaluzyjczycy Primera Division zakończyli bowiem dopiero na piątym miejscu.

Zgodnie z wprowadzonymi w maju 2013 roku zmianami w przepisach UEFA zwycięzca Ligi Europy w nagrodę zagra w Champions League Co najmniej w ostatniej fazie kwalifikacyjnej, a w przypadku gdy dodatkowego miejsca dla którejś z federacji nie zajmie zwycięzca Ligi Mistrzów, od razu w fazie grupowej.

Tym razem mamy do czynienia z tą drugą możliwością, więc w najważniejszych europejskich rozgrywkach klubowych w sezonie 2015/16 zagrają Barcelona, Real, Atletico i Sevilla, a czwarta w La Liga Valencia powalczy o awans w decydującej rundzie eliminacji.

"Dudek Dance" powodem problemów

Podobny przypadek już raz miał miejsce - przed sezonem 2005/06. Przepisy nie przewidywały wtedy sytuacji, w której triumfator Ligi Mistrzów nie da rady zająć w krajowych rozgrywkach miejsca premiowanego awansem. A tak się właśnie stało - Liverpool, który dzięki słynnemu "Dudek Dance" 25 maja 2005 roku pokonał po karnych Milan, w Premier League był tylko piąty.

Europejska Federacja musiała się zastanowić co dalej. Ostatecznie uznano, że obrońca tytułu w Lidze Mistrzów grać musi, ale nie chciano przy okazji krzywdzić czwartego w lidze angielskiej Evertonu. Choć tak naprawdę UEFA krzywdzić nie chciała przede wszystkim siebie - odmawiając prawa gry w Champions League któremukolwiek z klubów z Merseyside naraziłaby się na pozew i, w przypadku porażki, wielomilionowe odszkodowania.

Źródło: CC BY-SA 3.0 / Jprw Liverpool swoim triumfem wywołał spore zamieszanie
Stworzono więc precedens i The Reds dostali możliwość walki o fazę grupową, tyle że od pierwszej fazy kwalifikacji. Tym samym piłkarze Rafaela Beniteza europejską kampanię zaczęli już 13 lipca spotkaniem z walijskim Total Network Solutions. Dwumecz wygrali 6:0, w drugiej rundzie pokonali 5:1 litewski FBK Kaunas, a w ostatniej 3:2 CSKA Sofię.

Everton nie wykorzystał szansy

Kibice z czerwonej części Liverpoolu tamtego lata cieszyli się podwójnie. Ich ulubieńcom udało się awansować do Ligi Mistrzów, a do tego jeszcze noga powinęła się Evertonowi, który przegrał dwa razy po 1:2 z Villarrealem. W fazie grupowej oprócz The Reds zagrały więc "tylko" trzy angielskie kluby - Manchester United, Arsenal i Chelsea.

Sytuacja wymusiła na UEFA stworzenie od podstaw odpowiednich przepisów. Od kolejnego sezonu możliwość gry w Lidze Mistrzów większej liczby klubów z jednego kraju niż taka, do której uprawnia pozycja danej federacji w rankingu, została wykluczona. Na praktyczne zastosowanie nowego prawa trzeba było poczekać do 2012 roku.

18 maja na Allianz Arenie Chelsea pokonała wówczas po rzutach karnych Bayern Monachium. Problem w tym, że The Blues wcześniej spisywali się w lidze słabiutko i ostatecznie skończyli rozgrywki nawet nie na piątym, a  dopiero szóstym miejscu w tabeli.

Źródło: Magnus Manske / CC BY 2.0 Chelsea dzięki wygrane z Bayernem odebrała LM Tottenhamowi

Przepis "krzywdzący" Koguty

By w kolejnym sezonie zespół ze Stamford Bridge mógł bronić trofeum, konieczne było odebranie prawa gry w Lidze Mistrzów czwartemu w Premier League Tottenhamowi. Dla Kogutów, które wcześniej w tych elitarnych rozgrywkach od ich reformy grały tylko raz, był to cios nie tylko sportowy, ale również i finansowy. Z samej puli za transmisje telewizyjne klub tego formatu mógł liczyć na co najmniej dwadzieścia milionów funtów.

Źródło: CC BY 2.0 / Cropbot Harry Redknapp i jego Tottenham to najbardziej pokrzywdzenie zmianami w przepisach

Harry Redknapp, ówczesny menedżer drużyny z White Hart Lane, nazwał przepisy "krzywdzącymi". Wtórował mu Frank Lampard, wówczas ikona Chelsea, a więc zespołu, który na wykluczeniu Spurs zyskał najwięcej. - Nie jestem fanem Tottenhamu, w końcu wychowałem się w West Hamie a gram dla Chelsea, ale żal mi ich. Powinni grać w Lidze Mistrzów razem z nami - mówił angielski pomocnik.

Cóż, "Dura lex, sed lex" (Twarde prawo, ale prawo), choć w tym przypadku z łacińskich paremii zdecydowanie bardziej pasuje "Stulta lex, sed lex" (Głupie prawo, ale prawo). Do takiego samego wniosku doszła też UEFA i kolejny raz przepisy dotyczące kwalifikacji do kontynentalnych rozgrywek musiały ulec modyfikacji.

Sevilla wreszcie w Lidze Mistrzów

Przeciwnikiem zmian był co prawda prezydent Europejskiej Federacji Michel Platini, ale ostatecznie zostały wprowadzone. Z jednym zastrzeżeniem - uchwalone w maju 2013 roku zasady obowiązywać będą dopiero od teraz. Właśnie dlatego Sevilla, pomimo zeszłorocznego triumfu w Lidze Europy, w tym sezonie znów musiała walczyć o mniej ważny z pucharów. Dopiero środowa obrona tytułu dała jej przepustkę do Ligi Mistrzów.

Obecnie obowiązujące rozwiązanie wydaje się optymalne, oczywiście przy aktualnym modelu Champions League, w której nie grają przecież mistrzowie. Czas pokaże, czy przepisy uwzględniają wszystkie możliwe przypadki. Pozostaje mieć tylko nadzieję, że nawet gdy znów będziemy mieć do czynienia z sytuacją niestandardową, nikt już nie zostanie skrzywdzony tak jak Tottenham.

Podziel się:

Bądź na bieżąco:
  • Skopiowano do schowka

Dowiedz się więcej...

Komentarze (0)

Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
Zaloguj się, aby dodać komentarz
Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
  • Udostępnij komentarz w:
  • ikona twitter
  • ikona facebook
  • ikona google plus
publikuj
Właśnie pojawiły sie nowe () komentarze - pokaż
Zasady forum
Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN24 nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.