tvnpix tvnpix
śledź nas na:
  • Google Plus
  • Instagram
  • RSS

Maldini, Gascoigne, Cech, Fabregas... Maski nosiło wielu, założy i Lewandowski?

Maldini, Gascoigne, Cech, Fabregas... Maski nosiło wielu, założy i Lewandowski?
Foto: PAP/EPA | Video: tvn24 Paolo Maldini kilka miesięcy po urazie wygrał Ligę Mistrzów

Robert Lewandowski we wtorkowym półfinale Pucharu Niemiec z Borussią doznał złamania górnej kości szczęki i kości nosowej oraz wstrząśnienia mózgu. Na razie nie wiadomo ile potrwa przerwa Polaka, ale sport.tvn24.pl sprawdził, jak wyglądało to w podobnych przypadkach. Okazuje się, że czasem zawodnicy mogą wrócić na boisko praktycznie z dnia na dzień, a wszystko dzięki specjalnym maskom ochronnym.

Spośród graczy największego kalibru za prekursora gry w masce należy chyba Paula Gascoigne'a. W kwietniu 1993 roku w spotkaniu eliminacji do mundialu w USA łokciem znokautował go kapitan reprezentacji Holandii Jan Wouters.

Anglicy byli po meczu podwójnie załamani, bo oprócz kontuzji gwiazdy zremisowali 2:2, choć prowadzili już 2:0. Następnego dnia "Daily Mirror" nazwał Woutersa "Holenderskim Bandytą", "Gazza" z kolei miał złamaną kość jarzmową i do końca sezonu musiał grać w masce.

"Musimy ochronić piłkarzy"

Kilka miesięcy później podobny ochraniacz musiał sobie załatwić jego były klubowy kolega Gary Mabbutt. Obrońca Tottenhamu został uderzony łokciem przez napastnika Wimbledonu Justina Fashanu i zastanawiał się nawet nad pozwaniem rywala.

- Przed operacją chirurg nie wiedział nawet, czy uda się uratować mój wzrok. Mój oczodół był złamany w trzech miejscach, a kość jarzmowa w czterech - mówił w grudniu 1993 roku "Independentowi". - Rządzący futbolem powinni coś zrobić, by do tak brutalnych fauli już nie dochodziło. Musimy ochronić piłkarzy przed tak przerażającymi urazami - apelował wówczas trener Kogutów Osvaldo Ardiles.

Niestety, nic to nie dało. Szczególnie często do poważnych urazów głowy dochodzi na Wyspach, gdzie gra jest bardzo ostra. Największego pecha w ostatnich latach mieli piłkarze Chelsea. Jesienią 2006 roku Petr Cech doznał groźnego urazu, po tym jak Steven Hunt uderzył go kolanem w głowę. Czech nie zemdlał, mimo to zdaniem przeprowadzających później operację lekarzy istniało zagrożenie jego życia. W jego czaszce trzeba było wywiercić dwa otwory, aby ustawić kawałki kości na swoich miejscach. Wstawiono też dwie metalowe płytki.

Źródło: CC BY 2.0 / bot Petr Cech w masce już nie gra, ale kask musi nosić do dziś

Wrócił po trzech miesiącach, ale z kaskiem używanym w rugby na głowie. W kwietniu 2008 roku Cecha znów dopadł pech - tym razem na treningu zderzył się z Talem Ben Haimem i potrzebował aż 50 szwów w okolicy ust i brody. Po tygodniu był już jednak zdolny do gry, a wystąpił oczywiście w ochronnej masce. Później jeszcze kilka razy zdarzało mu się ją zakładać wspólnie z kaskiem, w którym gra do dziś - w tym zestawieniu wielu osobom bramkarz przypominał Batmana.

Kość nosowa to nie problem, Kuba o tym wie

Klubowi lekarze The Blues maskę muszą mieć zawsze pod ręką. W marcu 2014 roku musiał ją założyć też Ramires. Brazylijczyk doznał kontuzji nosa w meczu LM z Galatasaray i miał nie zagrać w kolejnym spotkaniu. Udało mu się jednak wrócić - zagrał w masce przeciwko Fulham, a The Blues wygrali 3:1. Nawet obecnie jest ona potrzebna, bo występuje w niej Cesc Fabregas. W jego przypadku też chodzi "tylko" o złamany nos, więc Hiszpan na boisko wrócił niemal od razu.

Zresztą przypadków wyjątkowo szybkiego powrotu na murawę daleko szukać nie trzeba. Były klubowy kolega Lewandowskiego z Borussii Jakub Błaszczykowski złamania nosa doznał 26 października 2008 roku. Nie przeszkodziło mu to jednak zagrać już w kolejnym meczu ligowym. Przeszedł operację, założył specjalną maskę i nie miał nawet przerwy w treningach. Oczywiście komfort fizyczny i psychiczny takich występów pozostawia wiele do życzenia. Tym bardziej, że polski pomocnik był podczas kolejnych spotkań ostro traktowany i zdradził nawet, że już po operacji po jednym ze starć kość znowu pękła.

Źródło: EPA Obecnie w masce gra choćby Cesc Fabregas - tu w niedzielnym meczu z Arsenalem

Ale kontuzja kontuzji nierówna. W 2003 roku w derbach Mediolanu złamania nosa doznał Paolo Maldini. Słynący nie tylko z eleganckiej gry, ale również z eleganckiego wyglądu Włoch musiał się zgodzić na założenie maski. W jego przypadku przerwa w grze była jednak dłuższa niż u Ramiresa czy Błaszczykowskiego, bo trwała trzy tygodnie. Wrócił jednak do akcji m.in. na ćwierćfinał Ligi Mistrzów (w masce) i ostatecznie poprowadził zespół do triumfu w rozgrywkach (w finale z Juventusem grał już bez maski).

Z drugiej strony tyle samo trwał powrót na boisko Emanuela Pogatetza, który kontuzję miał zdecydowanie poważniejszą. W listopadzie 2009 roku piłkarz Middlesbrough doznał złamania kości jarzmowej z przemieszczeniem. Austriak słynął z ostrej gry i uważano go za twardziela. Po operacji jego przerwa miała potrwać sześć tygodni, ale nikogo nie zdziwiło, że "Wściekły Pies" wrócił na murawę już po trzech tygodniach. Wcześniejszy powrót był możliwy oczywiście dzięki ochronnej masce, którą nosił.

Lista "zamaskowanych" jest długa

Urazy głowy w piłce nożnej są niestety bardzo częste, na przestrzeni ostatnich dwudziestu lat w maskach grać musiało wielu innych piłkarzy niż wspomniani. Wśród nich byli gracze największego kalibru, jak John Terry, Fernando Torres (kolejni piłkarze Chelsea!), Michael Ballack, ale też mnóstwo mniej znanych. Nawet teraz gola za golem dla Pogoni Szczecin zdobywa Łukasz Zwoliński, który po swoim ostatnim trafieniu założył nawet pelerynę mającą dopełnić jego wizerunek Zorro.

Historia sportowców w maskach zaczęła się jednak dużo wcześniej niż od kontuzji Gascoigne'a i Mabbutta. Jak w wielu tego typu przypadkach, prekursorami takiej formy ochrony byli Amerykanie. Już w latach 70. jednym z pierwszych, którzy w ten sposób chronili połamane kości twarzy, był Rudy Tomjanovich. To nie był jednak mniej lub bardziej przypadkowy uraz. W 1977 roku Kermit Washington w trakcie meczu jednym ciosem zmasakrował mu szczękę - Tomjanovich był bliski śmierci, na parkiety wrócił dopiero po pięciu miesiącach. Choć może "dopiero" nie jest najwłaściwszym słowem, w końcu w Europie o takich metodach ochrony głowy zawodników nikt jeszcze wtedy nawet nie śnił.

Podziel się:

Bądź na bieżąco:
  • Skopiowano do schowka

Dowiedz się więcej...

Komentarze (0)

Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
Zaloguj się, aby dodać komentarz
Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
  • Udostępnij komentarz w:
  • ikona twitter
  • ikona facebook
  • ikona google plus
publikuj
Właśnie pojawiły sie nowe () komentarze - pokaż
Zasady forum
Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN24 nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.