tvnpix tvnpix
śledź nas na:
  • Google Plus
  • Instagram
  • RSS

Liga dopiero się rozwija, a finał oglądało 220 mln ludzi. Polak zawojuje kabaddi? "Jestem kosmitą w innym świecie"

Liga dopiero się rozwija, a finał oglądało 220 mln ludzi. Polak zawojuje kabaddi? "Jestem kosmitą w innym świecie"
Video: sport.tvn24.pl Śpiczko szybko złapał o co chodzi w kabaddi

- To taki nasz berek, ale połączony z zapasami grupowymi - tak opisuje kabaddi, mający 4 tysiące lat historii indyjski sport, jedyny Polak w zawodowej ProKabaddi League - Michał Śpiczko. W wywiadzie dla sport.tvn24.pl informatyk z Warszawy przybliża nam sport, który pod względem popularności już bije na głowę futbol amerykański i SuperBowl. Pierwsza zawodowa liga kabaddi właśnie zaczęła swój drugi sezon.

KRZYSZTOF KRZYKOWSKI, sport.tvn24.pl: Jesteś jedynym Europejczykiem w indyjskiej lidze. Z miejsca stałeś się atrakcją.

MICHAŁ ŚPICZKO: Tak. Wystarczy wspomnieć konferencję prasową po naszym drugim spotkaniu, który zresztą przegraliśmy. Zaprosili dwóch zawodników - pierwszym był najlepszy w meczu Anup Kumar, to taki tutejszy Kobe Bryant, a drugim ja. W meczu nawet nie zagrałem sekundy, więc wygląda na to, że jestem tutaj gwiazdą (śmiech). W naszej drużynie chyba udzieliłem najwięcej wywiadów. Tutaj wszyscy wiedzą, jak ważny jest marketing. Chłopak z Europy przyjechał, więc niech się pokaże i rozsławi ten sport.

Uprawiałeś amatorsko koszykówkę, półprofesjonalnie futbol amerykański, a teraz profesjonalnie kabaddi. Jak porównasz ten nowy dla ciebie sport, do dwóch poprzednich? Jest bardziej męczący?

Futbol amerykański jest nietypowy. Grałem w Warsaw Eagles przez trzy lata jako wide receiver i tam generalnie dużo jest chodzenia, tylko co jakiś czas musisz zaliczyć szybki sprint. Pamiętam, jak poszedłem pograć w kosza w tym roku, to nie mogłem wytrzymać 15 minut (śmiech). Kabaddi potrafi być tak męczące jak basket, ale tak jak w futbolu najważniejsza jest szybkość i siła.

Źródło: facebook.com Lokalne gazety szybko zainteresowały się zawodnikiem z Polski

Wygląda na to, że zawodnicy Eagles robią międzynarodową karierę.

Źródło: facebook.com Ekipa Warsaw Eagles wysyła swoich podopiecznych w świat
Wszyscy znają Babsa (Babatunde Aiyegbusi - red.), który stara się o angaż w NFL. Gadałem z nim ostatnio i pytałem jak mu idzie. Spojrzałem też na niego i, choć ciężko w to uwierzyć, stał się jeszcze większy. A przecież kiedy widziałem go kilka miesięcy temu w Polsce, to czułem się przy nim jak dziecko. Jak widać pół roku treningów z najlepszymi futbolistami na świecie robi swoje.

Pod względem popularności możesz być już niedługo bardziej sławny niż Aiyegbusi?

No tak (uśmiech). Tylko zależy według jakich kryteriów liczysz popularność. Pod względem finansowym nie ma porównania, bo jednak w NFL zawodnicy dostają miliony. Tutaj zarabiamy w tysiącach i to nie dolarów. Ale gdy spojrzymy na liczbę kibiców, rynek w Indiach jest ogromny. W końcu mieszka tu grubo ponad miliard ludzi. Finał ProKabaddi w poprzednim sezonie oglądało 220 milionów kibiców, czyli jakieś 50 procent więcej niż finał NFL - SuperBowl. A to był przecież pierwszy finał. Liga się rozwija. Trwa dopiero drugi sezon. W tym roku chłopaki z drużyny mówią, że liczą na 300-350 mln… To jakby pomnożyć Polskę dziesięć razy.

Jak to się zaczęło dla Ciebie?

Zadzwonił do mnie kilka miesięcy temu menedżer Warsaw Eagles i zapytał, czy nie chce pojechać do Indii. "Jesteś wysportowany, medialny. Może spróbujesz nowego sportu - kabaddi" - zapytał. Wracaliśmy wtedy z Wrocławia do Warszawy, przegraliśmy, więc trochę byłem wkurzony. Patrzę więc w telefonie, co to jest to kabaddi. I myślę: a co tam? Każdy dzień wyglądał dla mnie ostatnio tak samo: praca w biurze, trening i sen. Więc stwierdziłem, że chcę coś zmienić - spróbuję. Kto nie ryzykuje, nie pije szampana!

Źródło: facebook.com Berek połączony z zapasami grupowymi - oto kabaddi
Od razu zacząłeś trenować?

Sezon futbolowy właśnie się skończył, więc wziąłem się za kabaddi. Byłem dobrze przygotowany, bo zaliczyłem sezon życia w Eagles i nie było łatwo mnie zatrzymać (uśmiech). W kabaddi potrenowałem z chłopakami i pojechaliśmy nawet do Anglii na początku lipca na turniej jako reprezentacja Polski. Wygraliśmy, mnie dobrze szło w obronie, a najlepszym atakującym był koleś, który trenował wcześniej MMA.

Wcześniej nie byłeś profesjonalnym sportowcem. Po powrocie z Indii nie będzie problemu z powrotem do pracy?

W Warszawie prowadzę firmę informatyczną, ale spokojnie mogę sobie pozwolić na dłuższy urlop. Po prostu wyjechałem na ponad miesiąc, a wszystkie spotkania przełożyłem na wrzesień.

Opowiedz, co to właściwie jest to kabaddi?

Dla mnie to taki nasz berek, ale połączony z zapasami grupowymi. Gra się siedmiu na siedmiu. Jest grupa obrońców, którzy wysyłają na drugą połowę atakującego, który musi dotknąć przeciwnika i wrócić na swoją część boiska. A nie jest to łatwe, bo rywale próbują cię złapać i zatrzymać. Na akcję ma się 30 sekund. Jak dotkniesz i wrócisz masz punkt, a dotknięty schodzi z boiska. Jeśli ci się nie uda, to punkt otrzymuje drużyna przeciwna. Tylko jest jeszcze jeden szkopuł - trzeba cały czas mówić kabaddi. Ale to raczej taka historyczna ciekawostka. Teraz już nie jest to tak istotne, bo masz 30 sekund na akcję i przez ostatnie 10 sędzie odlicza głośno. Mecz trwa 2 razy 20 minut. Jak "rajder" nikogo nie dotknie i wróci na swoją połowę to ma tzw. pusty rajd. Trzy takie rajdy i schodzisz.

Źródło: facebook.com Bengaluru Bulls. Jak nietrudno poznać, Śpiczko to drugi z prawej

Źródło: Materiały prywatne Śpiczko z lokalną gwiazdą - Priyą Paul - aktorką z Kalkuty
Indie to inny świat. Robią pewnie ogromne wrażenie.

Niesamowite. Weźmy pod uwagę, że w Europie mieszka jakieś 700 mln ludzi, czyli prawie dwa razy mniej niż w tym azjatyckim państwie. Indie to rozwijający się kraj, wielu możliwości. Poza tym większość właścicieli zespołów to milionerzy, a nawet miliarderzy.

Już niedługo i ty może będziesz jednym z nich?

I nakręcimy polskiego "Slumdoga - milionera z ulicy 2" (śmiech). Przyznam, że w tym momencie pieniądze nie są dla mnie najważniejsze. To jest przygoda życia. Nie dość, że zwiedzam nowy, egzotyczny kraj, to jeszcze w luksusowych warunkach. Na dodatek trenuję z profesjonalistami, pod doskonałą opieką medyczną. Poznaję nową kulturę, ciekawych ludzi i jeszcze wyjdzie mi to na zdrowie.

W Bengaluru Bulls jest dużo lepiej w porównaniu z twoimi poprzednimi klubami?

To jest przepaść. Wszystko mam załatwione. Muszę tylko spać i trenować. Menedżer o mnie dba, mam rozpisane treningi, dietę. Jestem pierwszy raz w takim miejscu, a w NBA nie grałem, więc nie będę porównywał.

Źródło: facebook.com Polska reprezentacja w kabaddi świetnie grała w Anglii
Jak treningi? Angielski to w Indiach język urzędowy, ale…

No właśnie, ale. Nie jest łatwo. Problem jest taki, że trener i koledzy nie znają angielskiego. Wszystko tłumaczy mi menedżer i podkreśla, bym robił swoje i czekał na szansę. Tylko zarząd i lekarze znają angielski. Jeszcze nie zagrałem (Bengaluru Bulls mają za sobą trzy mecze), ale wierzą we mnie. Myślę, że mogę zagrać na normalnym poziomie. Mamy mały problem, bo nasz najlepszy zawodnik złapał kontuzję i jest małe zamieszanie w klubie. Biały chłopak z Polski musi poczekać na swoją szansę.

A co z egzotyczną kulturą?

Problemu nie mam, ale tu jest zupełnie inaczej. Wszyscy są grzeczni, szacunek wielki. Hierarchia jednak jest, istnieje system kastowy. Każdy ma swoją pozycję, gdzieś na tej drabinie się znajduje. Mnie trochę inaczej traktują, bo jestem biały. Wyróżniam się. Wszyscy są dla mnie mili, chcą się zapoznać.

Kto trafia do ProKabbadi?

Większość to zawodnicy z regionu, którzy znają kabaddi od dziecka. Ale zawodowe drużyny rozglądają się po nowych rynkach, by zobaczyć jak pójdzie wysportowanym zawodnikom z innych dyscyplin. Więc są ludzie z MMA, różnych sztuk walki, czasem lekkoatleci, no i też ze sportów kontaktowych, takich jak koszykówka, futbol amerykański czy rugby.


On the way to the match vs pirates. #prokabaddi #AjayThakur

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Michał Śpiczko (@bbull77) 22 Lip, 2015 o 8:54 PDT

(Śpiczko z Ajayem Thakurem - gwiazdą kabaddi)

Pod względem fizycznym dajesz radę?

Źródło: instagram.com Bengaluru Bulls przed treningiem
Z tym nie mam kłopotów, ale brakuje mi doświadczenia. Jestem jednym z bardziej "fizycznych". Choć spotkałem wczoraj Japończyka, który jest niższy ode mnie, ale jeszcze bardziej napakowany. Nie wiem, jak można by go zatrzymać. On na razie też nie gra, bo jednak jest z importu. W tym hierarchicznym systemie trzeba zapracować na swoje miejsce. Nawet jak jesteś największym wymiataczem, ale jesteś nowy, to swoje musisz przeczekać. Problem jest wtedy, gdy ci najlepsi są zarozumiali, a tak się na ogół zdarza.

Pokora jest ważna?

Pokorę mają ogromną. Słowo sędziego jest święte. Z nim się nie kłócisz. W cenie jest spokój i opanowanie. Na treningach w futbolu zdarzają się spinki, można się pokłócić, ale jakbym coś powiedział, że chcę grać, to po dwóch dniach bym był spakowany i w drodze do Polski.

Pozostaje czekać...

No tak, ale już niedługo powinienem dostać szansę gry na macie. To będzie punkt przełomowy - albo się pokażę, wyjdą mi dwa fajne "takle", albo mi podziękują. Pewnie zostanę trochę dłużej, bo jestem medialny. Zależy im bym nauczył się jak najwięcej i przekazał tę wiedzę w Polsce, przygotował się do następnego sezonu, przekazał wiedzę zawodnikom w Polsce. Hasło przewodnie to "spread the news". Poza tym już mi zapłacili. Porobię wywiady na miejscu, coś zareklamuję. W końcu jestem kosmitą w innym świecie (śmiech).

Odpowiada ci kuchnia indyjska?

Jest pyszna. Mam ludzi, którzy mówią mi co mam jeść. Choć ostatnio zawodnik z drużyny przeciwnej patrzył na mnie z politowaniem. Kelner przetłumaczył mi po chwili jego słowa i mówił, że źle jem. Niewłaściwie łączę jedzenie i pokazał później, co z czym i jak. Wszystkiego trzeba się nauczyć.

Kiedy wracasz do Polski?

Sezon regularny ma czternaście spotkań, my jesteśmy po trzech. Liga kończy się półfinałami i finałem, który rozegrany zostanie w Mumbaju 23 sierpnia. Jak dobrze pójdzie, z moim udziałem. Już teraz przyznam, że chciałbym tu wrócić na kolejny sezon. Więc trzymajcie kciuki.

Podziel się:

Bądź na bieżąco:
  • Skopiowano do schowka

Komentarze (0)

Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
Zaloguj się, aby dodać komentarz
Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
  • Udostępnij komentarz w:
  • ikona twitter
  • ikona facebook
  • ikona google plus
publikuj
Właśnie pojawiły sie nowe () komentarze - pokaż
Zasady forum
Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN24 nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.