tvnpix tvnpix
śledź nas na:
  • Google Plus
  • Instagram
  • RSS

Ali czuł, że umiera. Frazier był gotów na śmierć. 40 lat od walki wszech czasów

Podczas tego pojedynku Muhammad Ali czuł, że jest bliski śmierci, a po jej zakończeniu miał dość boksu. Czterdzieści lat po "Thrillerze w Manili", trzecim starciu Alego z Joe Frazierem, świat pięściarski zastanawia się, czy wielki Muhammad byłby dziś zdrowy, gdyby nie ciężkie ciosy, które przyjął po to, by wygrać.

Mimo upływu czterdziestu lat, kibice bokserscy zachwycają się pojedynkiem, który Ali i Frazier stoczyli 1 października 1975 roku. Prawdziwa ringowa bitwa była ostatnim aktem bokserskiej trylogii. Doszło do niej za sprawą promotora Dona Kinga, który wiedział, że taka walka przyniesie mu wielkie pieniądze.

Kibice mieli przecież w pamięci dwa poprzednie starcia Alego z Frazierem. 8 marca 1971 roku, na punkty wygrał "Dymiący Joe", a dla Alego była to pierwsza porażka na zawodowych ringach. Na rewanż trzeba było czekać blisko trzy lata. Ostatecznie doszło do niego w styczniu 1974 roku i tym razem wygrał Ali.

King i jego dolary

 

"It’ll be a killa, a chilla, a thrilla, when I get the gorilla in Manila"

Ali przed walką na Filipinach

King postanowił zorganizować trzecią walkę, która miała rozstrzygnąć, który pięściarz jest lepszy. Na miejsce pojedynku wybrano filipińską Manilę. Dla wielu lokalizacja wydawała się zbyt egzotyczna, ale było częścią chytrego planu Kinga. 

Rok wcześniej zorganizował w Zairze walkę Alego z Georgem Foremanem i przyniosło mu to wielkie pieniądze. Starcie na Filipinach również miało przynieść promotorowi górę dolarów, a dodatkowo mocno zabiegał o nią prezydent azjatyckiego kraju Ferdinand Marcos. Dyktator chciał, by walka odciągnęła uwagę społeczeństwa od biedy i fatalnej sytuacji wewnętrznej. Ludzie nie mogli przejść przecież obojętnie obok walki kogoś takiego jak Ali.

Wyrwane serce, kochanka zamiast żony

Gdy stało się jasne, że obaj pięściarze wyjdą do ringu rozpoczęła się lawina słowna zapoczątkowana przez Alego. To właśnie wtedy wypowiedział on słynne słowa "It’ll be a killa, a chilla, a thrilla, when I get the gorilla in Manila" i walka zaczęła być reklamowana jako "Thrilla in Manila". Frazier chciał odpowiedzieć Alemu w ringu, nokautując wyszczekanego rywala. - Chcę wyrwać mu serce - skwitował w jednej z wypowiedzi. To najlepiej oddawało jego zamiary.

Jeszcze przed walką mistrz doprowadził do niemałego skandalu. Ali pojawił się w pałacu prezydenckim wraz z kochanką Veroniką Porsche. Prezydent pogratulował mu pięknej żony, a bokser ani myślał o tym, by sprostować jego słowa. Wszystko działo się pod czujnym okiem prasy i informacje szybko dotarły do Belindy Ali, żony Muhammada. Ta nie czekając ani chwili wsiadła w samolot i pojawiła się na Filipinach. Tam urządziła mężowi głośną awanturę, a następnie wróciła do Stanów Zjednoczonych.

Źródło: CC BY 3.0 Wikipedia Muhammad Ali po walce z Joe Frazierem nie walczył już jak dawniej

Początek Alego, przebudzenie Fraziera

Na Alego takie rzeczy nie miały jednak żadnego wpływu, o czym można było przekonać się od pierwszego gongu i ciosu w "Thrillerze w Manili". Mistrz rozpoczął walkę z typową dla siebie pewnością i lekkością w ruchach. Ali lubił mówić, że w ringu "fruwa jak motyl i żądli jak osa", co zaprezentował na początku walki z Frazierem. "Dymiący Joe" nie miał jednak zamiaru odpuszczać i coraz śmielej ruszał na mistrza. Z każdą kolejną rundą na Alego spadały coraz silniejsze uderzenia. – Człowieku, zadawałem takie ciosy, które powaliłyby mur! – wspominał po walce Frazier. Ali przyjmował kolejne uderzenia i ustawiał się w narożniku.

"Czegokolwiek byśmy nie powiedzieli o Muhammadzie Alim, to nigdy nie można mu zarzucić, że bał się przyjmować ciosy" – opisywał te chwile na łamach "Sport Illustrated" dziennikarz Mark Kram. Ali przy linach starał się zbierać siły, by następnie wyprowadzić serię szybkich i celnych ciosów. Z takim rywalem jak Frazier była to jednak taktyka mocno ryzykowna. Mało kto bił bowiem tak mocno, jak "Dymiący Joe".

– Ali walczył niezwykle inteligentnie. Zachowywał swoją energię i trzymał rywala na dystans. Wykorzystywał przy tym to, że był po prostu wielki. A Joe? On musiał cały czas wywierać presję, co w końcu odbiło się na jego ciele i duszy – skomentował Eddie Futch, trener Fraziera.

Frazier uderzał tak mocno, że w pewnym momencie przestałem już odczuwać nawet ból

Muhammad Ali

Mistrz chciał się poddać

W dziesiątej rundzie obaj ledwo trzymali się na nogach. Oprócz siły ciosów odczuwali też ogromny upał. Walka rozpoczęła się bowiem o godzinie 10.45, tak by bez problemu oglądali ją również kibice w Stanach Zjednoczonych.

– Frazier uderzał tak mocno, że w pewnym momencie przestałem już odczuwać nawet ból. Niewiele widziałem i słyszałem – mówił po latach Ali. W pewnym momencie był tak wyczerpany, że chciał się poddać. Poprosił by Angelo Dundee rozciął jego rękawice, ale trener go zignorował. Po chwili walkę poddał Eddie Futch, który wiedział, że Frazier nie ma już szans. Stało się to tuż przed piętnastą, ostatnią rundą.

Źródło: CC Y SA 3.0 Wikipedia Joe Frazier wybaczył Alemu tuż przed śmiercią
– Joe nic nie widział na lewe oko. Wciąż przyjmował ciosy, które Ali zadawał prawą ręką – tłumaczył swoją decyzję Futch. A Frazier? On wyszedłby do ringu nawet, gdyby czekała tam na niego śmierć. Gdy usłyszał, że trener chce przerwać walkę, błagał go, by tego nie robił, choć już nawet wypowiadanie słów przychodziło mu z trudem. Rzecz w tym, że "Dymiący Joe" miał dla kogo żyć, a kolejne minuty z Alim mogłyby okazać się dla niego śmiertelnie niebezpieczne.

Tym samym to Ali mógł podnieść ręce w geście triumfu.

Czempiona ta walka kosztowała jednak więcej niż ktokolwiek się spodziewał. Ali nie pojawił się na konferencji prasowej, a na honorowym bankiecie wyglądał jak wrak człowieka. Widelec podnosił z wysiłkiem, a gdy siadał, widać było na jego twarzy grymas bólu. To nie był już pewny siebie Ali. To był rozbity człowiek, który właśnie stoczył najcięższą walkę w karierze. – Czułem, że jestem bliski śmierci – powiedział o pojedynku z Frazierem.

Odesłałem go do domu w gorszym stanie niż przyjechał. Spójrz na niego teraz

Joe Frazier kilka lat po walce

Zdrowie zniszczone w ringu

- Muhammad po tej walce nie powinien już boksować – stwierdził doktor Ferdie Pacheco, który był w jego sztabie. Boks to jednak wielkie pieniądze, a Ali był doskonale działającą maszynką do ich zarabiania. To dlatego toczył kolejne walki. Na początku 1975 roku wrócił, a jego rywalem był nieszkodliwy Belg Jean Pierre Coopman. Mistrz go pokonał, ale eksperci twierdzili, że Coopman padł po pierwszym dobrym ciosie, który udało się tego dnia wyprowadzić Alemu. "Po tym występie Ali nie musiał nawet brać prysznica. Gorzej było dwa miesiące później, gdy przyszła piętnastorundowa walka z Jimmym Youngiem" – pisał na łamach "New York Timesa" Dave Anderson.

W tym pojedynku Ali zupełnie nie przypominał siebie sprzed walki w Manili. – To była najgorsza walka mojego zawodnika – mówił trener Dundee. – Męczył się szybciej niż zwykle, a jego refleks to było 25–30 procent tego co prezentował wcześniej – kwitował doktor Pacheco.

Kolejne walki jeszcze  bardziej wyniszczały pięściarza. Łącznie do ringu po walce z Frazierem wyszedł dziesięć razy. Ostatnie dwa pojedynki w karierze, z Larrym Holmesem i Trevorem Berbickiem, boleśnie przegrał. Karierę zakończył w 1981 roku, a po zejściu z ringu coraz bardziej było widać u niego objawy choroby Parkinsona.

Źródło: CC BY 2.0 Muhammad Ali cierpi na chorobę Parkinsona

Nigdy nie było trudniej

- W Manili zniósł moje ciosy, ale odesłałem go do domu w gorszym stanie niż przyjechał. Spójrz na niego teraz – mówił po latach Frazier. On również był wyniszczony pojedynkiem na Filipinach, po nim stoczył w ringu jeszcze tylko dwa.

Po latach, tuż przed śmiercią, Frazier oświadczył, że przebacza Alemu to, jak go przed każdą z walk obrażał. Zmarł w 2011 roku na raka wątroby. Na pogrzebie pojawił się jego pogromca z Manili, ale nie mógł poruszać się o własnych siłach. – Walka w Manili była najtrudniejszą w mojej karierze, czułem się jakbym był martwy. To był męczący, twardy i brutalny pojedynek. Przyjmowałem wiele ciosów Joe'a, potem nie mogłem wstać z łóżka – komentował po latach.

On sam wie najlepiej, że po walce na Filipinach nie był już tym samym pięściarzem ani tym samym człowiekiem, który zdecydował się wyjść do ringu.

Podziel się:

Bądź na bieżąco:
  • Skopiowano do schowka

Dowiedz się więcej...

Trwa cisza referendalna, która zakończy się w niedzielę o godz. 21. W tym czasie forum będzie wyłączone.