tvnpix tvnpix
śledź nas na:
  • Google Plus
  • Instagram
  • RSS

Drużyna niechcianych zagra o coś więcej niż tytuł. "Są natchnieniem dla przeciętnych Ukraińców"

Drużyna niechcianych zagra o coś więcej niż tytuł. "Są natchnieniem dla przeciętnych Ukraińców"
Foto: PAP/EPA Europejska kampania Dnipro to dla zaatakowanego kraju powód do dumy

Takiej sensacji w europejskich pucharach nie było od dawna. Grupa piłkarzy niechcianych w innych klubach oraz młodych zdolnych 27 maja na Stadionie Narodowym zagra w finale Ligi Europy z Sevillą. - Rosyjska agresja zjednoczyła graczy, nie przeszli obojętnie obok wojny. Mamy nadzieję, że również Polacy będą kibicować Dnipro, większość ludzi jest Wam wdzięczna za udzieloną pomoc - mówi sport.tvn24.pl znany ukraiński dziennikarz sportowy Serhij Tyszczenko.

250 kilometrów na wschód od Dniepropietrowska toczy się wojna. Codziennie giną w niej ludzie, codziennie ukraińscy żołnierze muszą bronić niepodległości kraju. Tymczasem Dnipro tuż po jej wybuchu zdobyło pierwsze od 21 lat wicemistrzostwo, a w tym sezonie jest rewelacją Ligi Europy.

Klub długo był ligowym średniakiem, który nie mógł nawiązać walki z Dynamem Kijów i Szachtarem Donieck. Wszystko zmieniło się w momencie, gdy przejął go Ihor Kołomojski. Jeden z najbogatszych Ukraińców pochodzi właśnie z Dniepropietrowska. Patriota, który do niedawna był gubernatorem tamtejszego obwodu, a po wybuchu konfliktu na własny koszt wyposażył walczący na wschodzie kraju Batalion Dnipro. Wcześniej jednak wpompował ogromne pieniądze w zespół, czego najlepszym przykładem zbudowany przez niego nowoczesny stadion i całe zaplecze treningowe.

Źródło: CC BY 3.0 / Matanya Kołomojski z własnych pieniędzy zbuował nowoczesną Dnipro Arenę

To zaowocowało ostatnimi sukcesami sportowymi. Co ciekawe, osiągnęła je grupa ludzi w większości niechcianych u dwóch ukraińskich potentatów. - Tutaj może być mowa nie tylko o Szachtarze i Dynamie, ale również Metaliście Charków, który niestety w związku z kłopotami finansowymi przeżywa bardzo trudne czasy. Z niego do Dniepropietrowska przeszedł senegalski obrońca Papa Gueye i poniekąd Pawło Ksionz, który grał w Metaliście za czasów Myrona Markiewicza - mówi Tyszczenko.

Źródło: CC BY-SA 3.0 / Ed1984 Selezniowa nie chcieli w Szachtarze, a teraz został pogromcą Napoli
Zdecydowana większość kadry Dnipro to gracze odrzuceni w innych topowych klubach. Artem Fiedecki, Jewhen Selezniow przegrali w Doniecku rywalizację z Darijo Srną i Luizem Adriano. Denys Bojko, Roman Bezus czy Roman Zozula nie dali rady w Dynamie, a to tylko kilka przykładów. - Warto dodać, że właściciele Dynama i Dnipra są przyjaciółmi. Dlatego wszystkie kwestie transferowe są załatwiane od ręki - wyjaśnia Tyszczenko.

- Być może wszystko polega na predyspozycjach psychologicznych. Piłkarze ci nie wytrzymywali gry pod presją, pod jaką musieli występować w Szachtarze i Dynamie. W Dnipro nikt im tak wysoko poprzeczki nie zawieszał, stąd też dobra postawa w nowej drużynie i słabsza w starych - wyjaśnia sport.tvn24.pl Paweł Kost - polski dziennikarz, który od lat pracuje na Ukrainie. Zna tamtejsze stosunki, ale umie na wszystko spojrzeć z innej perspektywy niż miejscowi. - Stwierdzenie, że to zespół odrzuconych, jest bliskie prawdy - przyznaje też Tyszczenko.

Wreszcie mają i zdolną młodzież
Źródło: CC BY-SA 3.0 / Arvedui89 Rotań od lat jest liderem i symbolem drużyny

Kadrę uzupełniają młodzi zdolni ukraińscy piłkarze, choć do niedawna ich brakowało. Dnipro miało problemy z pracą z juniorami i właściwie jedynym znanym piłkarzem, który zaczynał w klubie jako nastolatek, był Rusłan Rotań. Kapitan drużyny związany jest z nią już niemal dwie dekady (z trzyletnią przerwą na grę w Dynamie Kijów), ale niedługo kończy 34 lata.

Teraz podejście do młodzieży się jednak zmieniło. - Obecnie drugi zespół Dnipra jest liderem w młodzieżowej lidze ukraińskiej. Wyprzedza Dynamo o dwa punkty na dwie kolejki przed końcem. Wcześniej takich sukcesów nie osiągano - mówi Tyszczenko.

- Dziś młodzi dostają swoje szanse. 19-letniego Walerija Łuczkewicza można już śmiało nazwać ważną częścią pierwszej drużyny. Wielu innych regularnie otrzymuje możliwość gry. W tym sezonie Myron Markiewicz stawia na pomocnika Andrija Blizniczenkę czy obrońcę Oleksandra Mihuna - dodaje ukraiński dziennikarz. Jego zdaniem Blizniczenką poważnie zainteresowana jest Legia, choć z polskiej perspektywy wydaje się mało prawdopodobne, by było ją na niego stać. Nawet za rok, gdy wygaśnie jego kontrakt.

Źródło: CC BY-SA 3.0 / YarikUkraine Konoplanka po sezonie może wreszcie odejśc do wymarzonego, wielkiego klubu

Wprowadzanie do zespołu młodzieży ułatwia zastosowanie pewnego nietypowego rozwiązania. - W sztabie trenerskim pracuje specjalna osoba mająca pomagać w adaptacji młodym graczom w dorosłym futbolu. To młody trener i były reprezentant Ukrainy Serhij Nahorniak - mówi Tyszczenko. - Ocena pracy z młodzieżą nie może być niska. Formalnie rzeczywiście niewielu jest wychowanków, ale np. Jewhen Szachow i Łuczkiewicz trafili pod skrzydła Dnipra w dość młodym wieku - dodaje Kost. I rzeczywiście, pierwszy przyszedł do Dniepropietrowska w wieku piętnastu, a drugi siedemnastu lat.

Podobnie wyglądała sytuacja z Jewhenem Konoplanką, największą gwiazdą zespołu. Przebojowy skrzydłowy trafił do klubu przed siedemnastymi urodzinami, a od kilku lat chcą go ściągnąć największe potęgi. - W zeszłym roku zerwano transfer do Liverpoolu, a tej zimy do Romy. Doszło do tego, że latem kontrakt "Konopy" się kończy i będzie wolnym zawodnikiem - opowiada Tyszczenko.

- Kołomojski na razie nie ma zamiaru oddawać swoich gwiazd. Tureccy potentaci interesują się pogromcą Napoli Sełezniowem, bramkarza Bojkę chce mieć u siebie kilka klubów Premier League. Ale takich pieniędzy, jakie obecnie zarabiają gracze Dnipra, nie może zaproponować większość klubów zagranicznych - zaznacza ukraiński dziennikarz.

Źródło: CC BY-SA 3.0 / Ed1984 Markiewicz zrobił z Dnipo zespół, który nie traci goli

Prowadzi ich doskonały taktyk
Źródło: CC BY-SA 3.0 / Vizu Kibice Metalista kochali Markiewicza

Zbudowanie z tej grupy odrzuconych oraz młodych zespołu to przede wszystkim zasługa trenera Markiewicza. - To osobowość przez wielkie "O". W piłce jest od bardzo dawna, ma ogromne doświadczenie. Kilka lat temu z dużym powodzeniem grał z Metalistem w Lidze Europy, zabrakło naprawdę niewiele, by doszli do finału (Ukraińcy odpadli w ćwierćfinale po porażce 2:3 w dwumeczu ze Sportingiem Lizbona - red.) - chwali 64-letniego szkoleniowca Tyszczenko.

- Dzisiaj Dnipro gra tak, jak pozwalają mu na to jego możliwości. Głównie stawiają na szczelną obronę. Na własnym boisku po raz ostatni w pucharach stracili gola jeszcze w październiku przeciwko Karabachowi (dokładnie 23 października, a później grało u siebie jeszcze pięć meczów - red.). Markiewicz jest znakomitym trenerem, potrafił tę grę poukładać - tłumaczy ukraiński dziennikarz. - Do jego fenomenu dodałbym to, że jest niezwykle wszechstronny i świetnie rozumie dzisiejszą piłkę. Stworzył dwie bardzo dobre drużyny, każdej z nich nadając zupełnie inny styl. Metalist to był zespół nastawiony na atak, a Dnipro przede wszystkim doskonale broni - dodaje Kost.

Poprzedni trener uciekł przed wojną

Źródło: CC BY-SA 3.0 / Ed1984 Juande Ramos rozpoczął proces powstawania dzisiejszego Dnipro, ale uciekł przed wojną
Markiewicz w Dniepropietrowsku zastąpił Juande Ramosa, który po czterech sezonach latem odszedł z klubu. - To on położył fundamenty pod dzisiejszy sukces. Przede wszystkim stworzył świetny kolektyw, wielką rodzinę. O ciepłym klimacie w zespole publicznie mówili wielokrotnie sami piłkarze. To przy Hiszpanie wielu graczy uwierzyło w siebie i odkryło w sobie nowe możliwości - uważa Tyszczenko. Nie do końca zgadza się z tym Kost. - To co zastał Markiewicz rok temu, pomimo solidnych podstaw po Ramosie, nie było wcale kolorowe. Zespół grał fatalnie na początku sezonu. Markiewicz zdołał jednak w krótkim czasie nadać mu nową jakość - podkreśla Polak.

Prawdopodobnie Markiewicza nie byłoby w Dniepropietrowsku, gdyby nie wojna. Od tego tematu uciec się nie da, to z jego powodu Ramos odszedł z klubu. - Mieszkał tu razem z żoną. Oboje podjęli taką decyzję, którą należy uszanować. Praca dla cudzoziemca w kraju, w którym trwa wojna, jest bardzo trudna - mówi Tyszczenko.

To z jej powodu latem do Brazylii wrócił lider pomocy Giuliano, za którego w 2011 roku zapłacono aż 11 milionów euro. - Zimą zakończył się z kolei kontrakt obrońcy i reprezentanta Chorwacji Ivana Strinicia. Niestety umowy nie przedłużono i wylądował on w Napoli. Właśnie wojna odegrała tu ważną rolę. Obcokrajowcy nie do końca rozumieją, co się dzieje na Ukrainie - uważa Tyszczenko.

Piłkarze wspierają walczących

Paradoksalnie konflikt miał pozytywny wpływ na większość zespołu. - Ukraińskich graczy rosyjska agresja, przeciwnie do obcokrajowców, zjednoczyła. Mecze ligowe zespół rozgrywa w Dniepropietrowsku. Przed każdym rozbrzmiewa hymn Ukrainy, a na trybunach zawsze są obecni wojskowi, którzy przebywają na rotacji lub na leczeniu. Dniepropietrowsk, pomimo bliskości działań wojennych, to bardzo spokojne i patriotycznie nastawione miasto. Wojna zjednoczyła wszystkich mieszkańców we wspólnym pragnieniu odparcia ataku agresora - opowiada Ukrainiec.

Źródło: galsports.com Żołnierzy wspierają wszyscy, nawet największe gwiazdy zespołu

- Piłkarze nie są wyjątkiem, normalnie mieszkają i trenują w mieście. Nie przeszli obojętnie obok wojny. Zozula na własny koszt pomógł pojechać na mecz z Napoli wielu wojskowym z Dniepropietrowska. Zawodnicy regularnie odwiedzają rannych żołnierzy w szpitalach. Wystawiają na sprzedaż koszulki i dochody z aukcji przeznaczają na pomoc Siłom Zbrojnym Ukrainy - mówi Tyszczenko i dodaje, że spośród ukraińskich potentatów podobnie sytuacja wygląda w Dynamie.

Źródło: galsports.com Piłkarze odwiedzają w szpitalach ukraińskich żołnierzy rannych w walkach na Wschodzie

Do UEFA te wszystkie argumenty nie przemówiły, nawet ten o bezpieczeństwie w Dniepropietrowsku i piłkarze Markiewicza musieli grać w Kijowie. - Niestety na stadionie gromadziło się początkowo bardzo mało widzów. Dopiero na meczu z Napoli się wypełnił po brzegi - przypomina dziennikarz z Ukrainy.

Na Stadionie Narodowym Dnipro również powinno czuć obecność swoich. - Kibice interesują się ceną biletów do Polski. Niestety bardzo wielu z nich nie będzie sobie mogło pozwolić na wyjazd, nawet do sąsiedniego kraju, z powodów finansowych. Jednak pamiętajmy, że w Polsce mieszka, pracuje i studiuje ogromna liczba obywateli Ukrainy. Myślę, że na stadionie ich wsparcie będzie odczuwalne - mówi Tyszczenko.

"Jedna zaciśnięta pięść"

- Na papierze obrońca tytułu jest bez wątpienia lepszy. Jednak jeśli żaden z graczy Dnipro nie popełni indywidualnego błędu i uda się zniwelować przewagę Hiszpanów w środku pola, to możemy być świadkami kolejnej sensacji. Gra w obronie Sevilli pozostawia wiele do życzenia, a piłkarze Markiewicza, jak sami mówią, tworzą "jedną zaciśniętą pięść" - tłumaczy Kost.

Czy to po stronie tej "pięści" opowiedzą się polscy kibice? - Stosunek do Polski na Ukrainie bardzo się zmienił, zwłaszcza po Euro 2012 i agresji Rosji. Większość ludzi jest wdzięczna Wam za udzielaną pomoc. Dlatego mamy nadzieję, że również Polacy będą kibicować Dnipro - liczy Tyszczenko.

- Markiewicz już został bohaterem narodowym. Gdy kraj walczy o przetrwanie i europejską przyszłość, zwycięstwa jego zespołu są natchnieniem dla przeciętnych Ukraińców - dodaje. I choćby z tego powodu nad Wisłą powinno się trzymać kciuki za jego rodaków. Pomimo obecności w składzie Sevilli Grzegorza Krychowiaka, pomimo sympatii wielu Polaków do hiszpańskiego stylu gry. - Nawet jeśli Kołomojski zaproponuje dodatkowe premie za wygraną, nie odegra to żadnej roli dla piłkarzy - mówi Tyszczenko. Bo dla niego, zawodników i milionów ich rodaków stawka spotkania na Stadionie Narodowym będzie o wiele większa.

Podziel się:

Bądź na bieżąco:

Dowiedz się więcej...

Komentarze (0)

Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
Zaloguj się, aby dodać komentarz
Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
  • Udostępnij komentarz w:
  • ikona twitter
  • ikona facebook
  • ikona google plus
publikuj
Właśnie pojawiły sie nowe () komentarze - pokaż
Zasady forum
Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN24 nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.