tvnpix tvnpix
śledź nas na:
  • Google Plus
  • Instagram
  • RSS

Polska nadzieja w NFL wciąż w grze. "Gdybym nie zbliżał się do składu, już by mi podziękowano"

Polska nadzieja w NFL wciąż w grze. "Gdybym nie zbliżał się do składu, już by mi podziękowano"
Foto: www.vikings.com | Video: Youtube.com/BabsAiyegbusi Baatunde Aiyegbusi ma już za sobą pierwsze mecze w barwach Wikingów

Babatunde "Babs" Aiyegbusi przygotowuje się w Stanach Zjednoczonych do gry w NFL. Ma już za sobą pierwsze występy z barwach Minnesota Vikings. - We fiolecie mi do twarzy - śmieje się. W wywiadzie dla sport.tvn24.pl opowiedział m.in. z czym ma największe problemy, z kim przegrał w Stanach na rękę, kto go uczy zarządzać pieniędzmi i dlaczego musi przebywać w pokoju z niebieskimi ścianami.

Masz już za sobą pierwsze występy w barwach Minnesota Vikings, w ramach Rookie Minicamp. Jak Ci poszło w konfrontacji z zawodnikami ze Stanów?

- Biorąc pod uwagę mój brak doświadczenia, radziłem sobie całkiem dobrze. Jako drużyna w jeden weekend wykonaliśmy kawał dobrej roboty. Uczymy się wielu zagrywek i próbowaliśmy wprowadzić je w życie na boisku. Było ciekawie. Moim zdaniem do twarzy mi w fiolecie. Dobrze się czuję w kasku Wikinga.

Jak twoje występy komentowali trenerzy?

- Myślę, że mogli być zadowoleni. Ale tu ciężko oczekiwać oficjalnych opinii i jakiś ekscytacji. W klubie nikt się nie podpala, jak drugi robi swoją robotę.

Nad czym teraz najmocniej pracujesz?

- Grafik mam bardzo napięty. Staramy się przede wszystkim szlifować taktykę. Pierwszoroczniacy mają z tym problem, bo to jest strasznie duża liczba zagrywek. Musimy zapamiętać wszystkie kody i na boisku wprowadzić je w życie. Najpierw ćwiczymy zagrywki na sali, a następnie na boisku. Codziennie robimy też swoje na siłowni.

Dzień kończymy spotkaniami, które nazywają się Rookie Success. To są szkolenia dla początkujących zawodników w NFL. Zderzamy się z różnymi kłopotami, które mogą nam się zdarzyć w profesjonalnej karierze. Fachowcy robią nam szkolenia z zarządzania większymi finansami, ze współpracy z mediami itd. A wieczorami trzeba utrwalić wiedzę i jeszcze odpocząć.

Czy czujesz, że po blisko dwóch miesiącach pracy w Stanach jesteś bliższy zawodowego kontraktu i zagrasz w sezonie w barwach Wikingów?

- Robię wszystko, żeby tak się stało. Ale gdybym nie zbliżał się do pierwszej drużyny, to już by mi podziękowano. W klubie nie ma miejsca dla maruderów. Dewiza tu jest taka, że jeśli nie idziesz do przodu, to się cofasz. Staram się codziennie pokazać, że mi zależy i jak ciężko trenuję. To się odpłaci.

W czym mają przewagę twoi konkurenci do składu?

- Jestem w cięższej sytuacji od innych. Nie dość że mam trochę barierę językową, to jeszcze część młodych chłopaków grała już na uczelniach w podobnych systemach taktycznych. Dla mnie większość rzeczy jest nowością. Dlatego we wszystko muszę włożyć dwa razy więcej pracy. Ale daję radę.

Na twojej stronie portalu społecznościowego można zobaczyć jak siłujesz się na rękę z jednym z kibiców Wikingów. Czy komuś udało się ciebie pokonać?

- Tak, ale nie spinałem się. To było moje pierwsze spotkanie z kibicami, w dniu draftu NFL. Przyszło bardzo dużo ludzi, którzy nawet nie dali mi dojść do głosu, kiedy wyszedłem na scenę. Było tak głośno, że nie słyszałem własnych myśli. Miałem już mały przedsmak tego, co będzie się działo w sezonie.




W drafcie Wikingowie wzięli trzech zawodników występujących na tej pozycji co ty, czyli offensive tackle. Nie jesteś tym faktem przestraszony?

- Oczywiście patrzę na to, że moja drużna wybrała zawodników na moją pozycję. Ale to było pewne. Wszyscy muszą mieć w składzie wielu ofensywnych liniowych, bo to jest jedna z najważniejszych pozycji na boisku. Każdy klub ma ich blisko 20. U nas jest 15, także nie jest źle. Draft poszedł i tak po mojej myśli. Zmieniły się pierwsze przewidywania, według których Wikingowie mieli wziąć tackla już w pierwszej rundzie. Wybrali go dopiero w trzeciej czy czwartej. To pokazuje, że nie jest to dla nich najbardziej potrzebny wybór i liczą na zawodników, których już mają.

Na jednym ze zdjęć umieszczonych w internecie pokazujesz jak się rehabilitujesz po treningu. Sprzęt wygląda kosmicznie…

- To co mogliście zaobserwować na zdjęciu, to są specjalne rękawy kompresyjne na nogi. Można je także zakładać na ręce i biodra. W klubie znajduje się specjalne miejsce przeznaczone do regeneracji. Jest wyposażone w wiele nowoczesnego sprzętu i udogodnień. Mamy saunę, zimne i ciepłe jacuzzi. W jednym z pomieszczeń nawet ściany są pomalowane na niebiesko, bo ten kolor podobno uspokaja i pozwala się wyciszyć.


Zostałeś zaproszony do programu telewizyjnego "Jimmy Kimmel live", który oglądają miliony Amerykanów. Jak ci poszło przed kamerami?

- To była bardzo fajna przygoda. Program jeszcze nie został wyemitowany w telewizji i nie wiem kiedy się zobaczę. Tam jest dość duży bałagan, jeśli chodzi o kolejne odcinki. Już byłem na miejscu w Los Angeles, a nie wiedziałem kiedy będzie nagranie. Tak samo jest z emisją. Z samym Jimmym nie rozmawialiśmy za długo. Nagrywaliśmy mój kawałek na powietrzu, a nie w studio. Mogą przypiąć tę rozmowę, kiedy będzie im pasowało.

Czy oprócz wizyty w Los Angeles miałeś jakieś inne okazje, by pozwiedzać USA?

- Mam tak mało czasu, że na wycieczki już nie starcza. Teraz moje myśli skierowane są w innym kierunku. Po pracy zostajemy w pokojach i staramy się analizować zagrywki. Na podróże i poznawanie ludzi przyjdzie jeszcze czas. Na razie poznaję świat futbolu amerykańskiego.

Ostatnio o NFL zrobiło się głośno w związku z tzw. "aferą flakową". Mistrzowie ligi New England Patriots podobno mieli spuszczać powietrze z piłek, by utrudnić życie rywalom. W związku z tym jedna z największych gwiazd NFL Tom Brady został zawieszony na cztery mecze, a klub zapłaci milion dolarów kary. Jak całą sprawę komentuje się u Wikingów?

- Mogę mówić tylko za siebie. Ten milion dla klubu to oczywiście żart. To żadne pieniądze w NFL. Bardziej bolesne i rażące dla Patriotów jest zawieszenie Brady’ego. Bo nikt tak naprawdę nie ma pewności, co się stało. Mistrzowie NFL odwołali się już od decyzji ligi. W Stanach mówi się, że jest za mało dowodów, by można było tak surowo potraktować rozgrywającego New England. To jest jednak Tom Brady! Zawodnik, który pociągnie drużynę nawet z największego dna. Bez niego Patriots będą mieli problem, by za dużo nie stracić na początku rozgrywek. Są mistrzem NFL i coś im się od ligi należy. Dlatego moim zdaniem odwołanie może się udać.

Co będziesz robił w najbliższych miesiącach, tzn. do momentu, gdy ktoś ci powie czy wygrałeś rywalizację o miejsce w pierwszej drużynie Wikingów?

- Przez następne cztery tygodnie pracujemy w grupie "świeżaków". Potem będzie krótki obóz w pełnym składzie. Dostaniemy chwilę przerwy, po czym znowu udamy się na trzytygodniowy obóz. W sierpniu zacznie się część przedsezonowa. Rozpoczniemy ją od meczu Hall of Fame, w którym mam nadzieję wezmę udział. Po tych spotkaniach trenerzy podejmą decyzję co do składu i mojej przyszłości.

Rozmawiał Dariusz Szarmach

Podziel się:

Bądź na bieżąco:
  • Skopiowano do schowka

Dowiedz się więcej...

Komentarze (0)

Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
Zaloguj się, aby dodać komentarz
Dodaj komentarz do artykułu
domyślny avatar
  • Udostępnij komentarz w:
  • ikona twitter
  • ikona facebook
  • ikona google plus
publikuj
Właśnie pojawiły sie nowe () komentarze - pokaż
Zasady forum
Publikowane komentarze sa prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN24 nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.